Tusk nie chce "podbierać" żołnierzy USA z Niemiec. "Nie nadaje się na premiera"

Dodano:
Wojciech Skurkiewicz, Donald Tusk Źródło: web/obrona-narodowa, PAP
Donald Tusk stwierdził, że Polska nie powinna "podbierać" wycofywanych z Niemiec żołnierzy USA. "Polska jest przygotowana, żeby kolejni żołnierze armii USA zasilili szeregi tych, którzy bronią wschodniej flanki NATO. Jeżeli Donald Tusk tego nie rozumie, to nie nadaje się na premiera polskiego rządu" – ocenił w rozmowie z DoRzeczy.pl Wojciech Skurkiewicz.

Szef Pentagonu Pete Hegseth zdecydował w piątek o wycofaniu około pięciu tys. żołnierzy z Niemiec. Ma to nastąpić w ciągu najbliższych 6-12 miesięcy. W sobotę prezydent USA Donald Trump oświadczył, że zamierza zmniejszyć liczbę stacjonujących w Niemczech żołnierzy o więcej niż ogłoszone wcześniej pięć tysięcy.

USA chcą wycofać żołnierzy z Niemiec. Tusk nie chce ich "podbierać"

Premier Donald Tusk został zapytany w poniedziałek, czy w związku z dobrymi relacjami między prezydentem USA Donaldem Trumpem i prezydentem Karolem Nawrockim, liczy na relokację wycofywanych z Niemiec amerykańskich żołnierzy do Polski.

Szef rządu ocenił, że plan wycofywania amerykańskich żołnierzy z niektórych państw europejskich, w tym z Niemiec, to "sprawa delikatna". – Chyba nie powinniśmy jako państwo podbierać. (…) Nie pozwolę na to, żeby Polska była w jakikolwiek sposób wykorzystywana do łamania solidarności czy współpracy na poziomie europejskim – powiedział.

"Jeżeli Tusk tego nie rozumie, to nie nadaje się na premiera polskiego rządu"

Wojciech Skurkiewicz, senator PiS, były wiceszef MON, pytany przez DoRzeczy.pl czy w sytuacji, kiedy USA decydują się na wycofanie żołnierzy z Niemiec, to byłoby "podbieranie" żołnierzy przez Polskę, odpowiedział, że absolutnie nie.

– Po pierwsze – to Stany Zjednoczone decydują, w której części świata ilu stacjonuje amerykańskich żołnierzy. To jest decyzja po stronie amerykańskiej. Po drugie – nam jako Polakom powinno zależeć, aby jak największa liczba żołnierzy amerykańskich, żołnierzy sojuszniczych, stacjonowała na terenie naszego kraju. Bo to jest absolutnie wymierna poprawa bezpieczeństwa naszego kraju i co do tego nie powinniśmy mieć najmniejszej wątpliwości – wyjaśnił.

Senator PiS przypomniał, że "Donald Tusk, kiedy był premierem w pierwszych latach swojego urzędowania, to wtedy przecież przeżywaliśmy bardzo złe działania ówczesnego prezydenta Baracka Obama w Europie".

– Liczby wycofywanych żołnierzy amerykańskich szły w tysiące, a wręcz w dziesiątki tysięcy. Przypomnę, że wtedy też wstrzymano budowę elementów tarczy antyrakietowej w Radzikowie. Polska była absolutnie pokrzywdzona tymi działaniami. Za rządów Donalda Tuska w Polsce przebywało około 200 do 400 żołnierzy amerykańskich. To pokazuje w jakim miejscu wtedy byliśmy – zauważył.

Przypomniał, że "dzisiaj w Polsce mamy blisko 10 tys. amerykańskich żołnierzy".

– Mamy wynegocjowaną ze Stanami Zjednoczonymi stałą liczbę żołnierzy amerykańskich, którzy są obecni i są na stałe w Polsce. Mamy w Polsce wysunięte dowództwo V Korpusu. Mamy w Polsce wielkie magazyny sprzętu amerykańskiego na wypadek rozwinięcia sił sojuszniczych na wschodniej flance NATO. Mamy miejsca stałej dyslokacji żołnierzy amerykańskich i przygotowane specjalnie dla nich. My jako Polska jesteśmy dzisiaj przygotowani, żeby kolejni żołnierze armii Stanów Zjednoczonych zasilili szeregi tych, którzy bronią wschodniej flanki NATO – tłumaczył.

Zdaniem Wojciecha Skurkiewicza "jeżeli Donald Tusk tego nie rozumie, to nie nadaje się na premiera polskiego rządu".

Tusk straszył atakiem Rosji w ciągu miesięcy

Premier Donald Tusk udzielił kilkanaście dni temu wywiadu "Financial Times".

Szef polskiego rządu ocenił w rozmowie, że "największym i najważniejszym pytaniem dla Europy jest to, czy USA są gotowe być tak lojalne, jak opisano to w naszych traktatach (NATO)".

Wojciech Skurkiewicz przypomniał, że również w tym wywiadzie Donald Tusk stwierdził, co przyjął z zaniepokojeniem, że w ciągu najbliższych miesięcy może grozić Polsce agresja rosyjska.

– To jest bardzo niepokojące, bo jeżeli jest tak w istocie i Donald Tusk posiada wiedzę, że mogłoby nastąpić jakiekolwiek zagrożenie militarne dla naszego kraju, i są jakieś określone symptomy tzw. poniżej progu wojny, które wskazują, że może dojść do ataku, to my powinniśmy absolutnie podejmować w bardzo szybkim tempie konkretne działania – militarne i pozamilitarne, chociażby kwestie dotyczące uruchomienia czy przejścia niektórych segmentów polskiego przemysłu z działalności w czasie pokoju cywilnej na wojenny. Jeżeli tak się nie dzieje, a są realne zagrożenia, to jest coś niebywałego. Chyba, że to jest po prostu ściema Donalda Tuska, który chce na pożytek wewnętrznych sondaży i wewnętrznej polityki grać kwestiami dotyczącymi bezpieczeństwa, co jest absolutnie karygodne i naganne – podkreślił.

Były wiceszef MON dodał, że "nie powinno mieć to miejsca w sytuacji, kiedy za naszą wschodnią granicą toczy się regularna, kinetyczna wojna na wyniszczenie".

– Dla nas, Polaków i dla całego Sojuszu Północnoatlantyckiego, relacje pomiędzy Europą a Waszyngtonem są szczególnie istotne, bo to właśnie Stany Zjednoczone są wentylem bezpieczeństwa, gwarantem i stabilizatorem w wielu również zapalnych miejscach na świecie – podkreślił.

Zauważył, że "możliwości ekspedycyjne i mobilne armii Stanów Zjednoczonych nie mogą być porównywane z żadną inną armią świata, dlatego też nasze oczy jako Europejczyków, ale i nasze oczy jako Polaków, powinny być kierowane w stronę Stanów Zjednoczonych".

– Ta sytuacja jest bardzo często wyłącznie w samych superlatywach prezentowana na międzynarodowych forach, kiedy prezydent Stanów Zjednoczonych wypowiada się na temat naszego zaangażowania sojuszniczego, bo jesteśmy sprawdzanym sojusznikiem, który jest gotowy do szeregu działań, również tych, które będą wspierać naszych sojuszników w ramach Sojuszu Północnoatlantyckiego – powiedział.


Źródło: DoRzeczy.pl
Polecamy
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...